Przepis o jednym zawodniku z cyklu Grand Prix w składach drużyn z Ekstraligi, wzbudził wiele kontrowersji. Zaczęli drżeć jednak zawodnicy ze stawki najlepszych zawodników świata - taka regulacja oznaczała bowiem, że aż pięciu z nich będzie mogło pożegnać się z najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce, a co za tym idzie - z największymi pieniędzmi.
Niektórzy, jak Piotr Protasiewicz i Darcy Ward, aby mieć spokojną głowę sami zrezygnowali z cyklu. Inni, jak Bjarne Pedersen czy Antonio Lindbäck, szybko znaleźli zatrudnienie w pierwszej lidze. Grunt zaczął szybko topnieć pod nogami Chrisa Harrisa i Fredrika Lindgrena, bowiem w ich dotychczasowych klubach postawiono na innych zawodników. Niespodziewanie okazało się jednak, że "Fredka" podpisał kontrakt w Sparcie Wrocław. Sprawił tym zarazem radość kibicom dolnośląskiego klubu, jak i przysporzył bólu głowy Kennethowi Bjerre.
Duńczyk we Wrocławiu nie był zbytnio lubiany. Zarzucano mu, że patrzy jedynie na własny interes, nie przejmując się kolegami z zespołu. Dodatkowo ciągnie się za nim niechlubna opinia "złotówy". Zdarzało się bowiem, że Kenneth z powodu zaległości finansowych odmawiał występu w spotkaniach tak w barwach Wybrzeża Gdańsk, jak i Marmy Rzeszów oraz właśnie Sparty. Oprócz tego krążyło wiele plotek o jego wygórowanych żądaniach finansowych. Nic więc dziwnego, że zastąpienie go Lindgrenem przyjęto z ulgą.
Tak więc Bjerre był zmuszony poszukać sobie klubu w pierwszej lidze. Wielu powątpiewało, czy znajdzie się tam zespół, który będzie potrafił spełnić jego wymagania. Duńczyk najintensywniej negocjował ponoć z zespołem z Lublina, ale stawka 800 tys. złotych za sam podpis i do tego około 3-4 tys. złotych za punkt była nie do przyjęcia przez sterowników klubu wspieranego przez Kompanię Węglową. Wydawało się więc, że Bjerre odpocznie od ligi polskiej co najmniej przez rok. Jednak niespodziewanie w ostatnich dniach stycznia Kenneth podpisał kontrakt ze... Spartą Wrocław!
Ruch nadzwyczaj ciekawy. Wrocławski klub, ledwo wiążący koniec z końcem, jako jedyny w Ekstralidze posiada w swoim zestawieniu dwóch zawodników z cyklu Grand Prix. Czyżby Sparta dostała dodatkowy zastrzyk gotówki? Ciekawe jak prezes Krystyna Kloc, wraz z trenerem Piotrem Baronem, rozwiąże problem meczowej siódemki. Fredrik Lindgren był pewny występu we wszystkich meczach wrocławian, a tu okazuje się, że będzie musiał walczyć o skład właśnie z Bjerre. Z pewnością Szwed może czuć się nieco zawiedziony, z drugiej strony pewnie nikt nie gwarantował mu łatwego chleba. Może więc rywalizacja o miejsce w składzie wyjdzie tylko na dobre?
wtorek, 31 stycznia 2012
Dzienniki motocyklowe (2): Bjerre uratowany
niedziela, 15 stycznia 2012
Dzienniki motocyklowe (1): Nadchodzi czas kar
Proces przyznawania licencji klubom żużlowym od kilku lat budzi kontrowersje. Niby istnieje graniczna data 1. grudnia, do której trzeba uregulować należności, ale w praktyce kluby, które ten termin przekraczały otrzymywały najpierw licencję warunkową, a po spłacie zaległości - pełną. Wielu zastanawiało się, jak w obecnym okresie "ogórkowym" potraktowany będzie Włókniarz Częstochowa, którego prezes Marian Maślanka na początku grudnia otwarcie poinformował o ogromnych zaległościach. Drżeć mogli też w Tarnowie, gdzie duży problem stanowiły wypłaty dla Kasprzaka i Ułamka. Panowało jednak przekonanie, że żadnemu klubowi krzywda się nie stanie.
Do tej pory przyznania licencji odmówiono jedynie zespołowi Wybrzeża Gdańsk przed sezonem 2006. Tajemnicą poliszynela jednak jest, że wielu osobom zależało na upadku GKS-u, gdzie bardzo niezdrową sytuację wprowadzili Henryk Majewski i Marek Formela. Ostatecznie decyzja odmowna przysłużyła się nadmorskiemu zespołowi. Nowo utworzony GKŻ Wybrzeże zaczynał starty w najniższej lidze z czystym kontem i krok po kroku odbudowywał się. Po raz kolejny przyjdzie mu w nadchodzącym sezonie rywalizować w Ekstralidze. W 2006 roku pojawił się jednak problem co zrobić z wolnym miejscem po gdańszczanach. Ostatecznie późne zaproszenie do elity przyjął zespół RKM-u Rybnik. Rybniczanie nie mieli już szans na zbudowanie solidnego składu i z zaledwie jednym zwycięstwem w dwudziestu spotkaniach z hukiem spadli do niższej klasy rozgrywkowej. Pamiętając o tym przypadku wielu powątpiewa w możliwość nie przyznania licencji którejś z ekstraligowych ekip. No bo kto miałby taką drużynę zastąpić?
W pierwszym momencie wydawało się, że niespodzianki nie będzie. Nikt nie został relegowany, jednak GKSŻ podjęła bezprecedensową decyzję o karach. Aż pięć ekip, w tym trzy ekstraligowe, otrzymały ujemne punkty, z którymi zaczną najbliższe rozgrywki. Natychmiast rozległo się larum - no bo jak to, przecież to wbrew idei sportu, przecież nigdzie nic o karach nie ma mowy, itp. Moim zdaniem decyzja jest dobra. Potrzebne było w końcu mocne uderzenie pięścią w stół. Do tej pory kluby niewiele sobie robiły z przepisów licencyjnych - wiadome było, że wystarczy przedstawić jakieś ugody, zaświadczenia i licencja będzie. Nie muszę dodawać, że było to niesprawiedliwe w stosunku do tych, co starali się wszystko regulować na bieżąco. Teraz w końcu jest przestroga.
Oczywistym jest, że ujemne punkty zmniejszają szanse Włókniarza czy Sparty na bezpieczne miejsce w ósemce, a Unii Tarnów na awans do fazy play-off. Daleki jednak byłbym od argumentów, że to wbrew idei sportu. Przecież niepłacenie zawodnikom pieniędzy, które uczciwie zarobili na torze i które z racji kontraktu im się należą, jest wbrew prawu czy etyce, więc jak ma się do tego rozpaczliwe teraz wołanie o poszanowanie zasady fair-play? Inną sprawą jest brak odpowiednich przepisów w regulaminach o karach. Zgadzam się, że takie zapisy powinny się jak najszybciej pojawić, aby nie było już więcej wątpliwości, czy lamentów o niesprawiedliwości. Znane są jednak przypadki karania bez podstaw prawnych. Z taką sytuacją spotkaliśmy się w przypadku korupcji w piłce nożnej. Nie tylko w polskim bagienku, ale też we Włoszech. Tam z powodu ujemnych punktów czy relegacji, o której w przepisach nie było mowy, nikt lamentu nie podnosił (poza osobami związanymi z zainteresowanymi klubami). Czasami po prostu sytuacja zmusza do podjęcia radykalnych kroków. Dobrze, że GKSŻ takie podjęła. Może w końcu prezesi pójdą po rozum do głowy i nie będą więcej szastać pieniędzmi, których nie mają. Powinni być wdzięczni, że skończyło się na ujemnych punktach, a nie, zgodnie z regulaminem, na degradacji.
Do tej pory przyznania licencji odmówiono jedynie zespołowi Wybrzeża Gdańsk przed sezonem 2006. Tajemnicą poliszynela jednak jest, że wielu osobom zależało na upadku GKS-u, gdzie bardzo niezdrową sytuację wprowadzili Henryk Majewski i Marek Formela. Ostatecznie decyzja odmowna przysłużyła się nadmorskiemu zespołowi. Nowo utworzony GKŻ Wybrzeże zaczynał starty w najniższej lidze z czystym kontem i krok po kroku odbudowywał się. Po raz kolejny przyjdzie mu w nadchodzącym sezonie rywalizować w Ekstralidze. W 2006 roku pojawił się jednak problem co zrobić z wolnym miejscem po gdańszczanach. Ostatecznie późne zaproszenie do elity przyjął zespół RKM-u Rybnik. Rybniczanie nie mieli już szans na zbudowanie solidnego składu i z zaledwie jednym zwycięstwem w dwudziestu spotkaniach z hukiem spadli do niższej klasy rozgrywkowej. Pamiętając o tym przypadku wielu powątpiewa w możliwość nie przyznania licencji którejś z ekstraligowych ekip. No bo kto miałby taką drużynę zastąpić?
W pierwszym momencie wydawało się, że niespodzianki nie będzie. Nikt nie został relegowany, jednak GKSŻ podjęła bezprecedensową decyzję o karach. Aż pięć ekip, w tym trzy ekstraligowe, otrzymały ujemne punkty, z którymi zaczną najbliższe rozgrywki. Natychmiast rozległo się larum - no bo jak to, przecież to wbrew idei sportu, przecież nigdzie nic o karach nie ma mowy, itp. Moim zdaniem decyzja jest dobra. Potrzebne było w końcu mocne uderzenie pięścią w stół. Do tej pory kluby niewiele sobie robiły z przepisów licencyjnych - wiadome było, że wystarczy przedstawić jakieś ugody, zaświadczenia i licencja będzie. Nie muszę dodawać, że było to niesprawiedliwe w stosunku do tych, co starali się wszystko regulować na bieżąco. Teraz w końcu jest przestroga.
Oczywistym jest, że ujemne punkty zmniejszają szanse Włókniarza czy Sparty na bezpieczne miejsce w ósemce, a Unii Tarnów na awans do fazy play-off. Daleki jednak byłbym od argumentów, że to wbrew idei sportu. Przecież niepłacenie zawodnikom pieniędzy, które uczciwie zarobili na torze i które z racji kontraktu im się należą, jest wbrew prawu czy etyce, więc jak ma się do tego rozpaczliwe teraz wołanie o poszanowanie zasady fair-play? Inną sprawą jest brak odpowiednich przepisów w regulaminach o karach. Zgadzam się, że takie zapisy powinny się jak najszybciej pojawić, aby nie było już więcej wątpliwości, czy lamentów o niesprawiedliwości. Znane są jednak przypadki karania bez podstaw prawnych. Z taką sytuacją spotkaliśmy się w przypadku korupcji w piłce nożnej. Nie tylko w polskim bagienku, ale też we Włoszech. Tam z powodu ujemnych punktów czy relegacji, o której w przepisach nie było mowy, nikt lamentu nie podnosił (poza osobami związanymi z zainteresowanymi klubami). Czasami po prostu sytuacja zmusza do podjęcia radykalnych kroków. Dobrze, że GKSŻ takie podjęła. Może w końcu prezesi pójdą po rozum do głowy i nie będą więcej szastać pieniędzmi, których nie mają. Powinni być wdzięczni, że skończyło się na ujemnych punktach, a nie, zgodnie z regulaminem, na degradacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)