Proces przyznawania licencji klubom żużlowym od kilku lat budzi kontrowersje. Niby istnieje graniczna data 1. grudnia, do której trzeba uregulować należności, ale w praktyce kluby, które ten termin przekraczały otrzymywały najpierw licencję warunkową, a po spłacie zaległości - pełną. Wielu zastanawiało się, jak w obecnym okresie "ogórkowym" potraktowany będzie Włókniarz Częstochowa, którego prezes Marian Maślanka na początku grudnia otwarcie poinformował o ogromnych zaległościach. Drżeć mogli też w Tarnowie, gdzie duży problem stanowiły wypłaty dla Kasprzaka i Ułamka. Panowało jednak przekonanie, że żadnemu klubowi krzywda się nie stanie.
Do tej pory przyznania licencji odmówiono jedynie zespołowi Wybrzeża Gdańsk przed sezonem 2006. Tajemnicą poliszynela jednak jest, że wielu osobom zależało na upadku GKS-u, gdzie bardzo niezdrową sytuację wprowadzili Henryk Majewski i Marek Formela. Ostatecznie decyzja odmowna przysłużyła się nadmorskiemu zespołowi. Nowo utworzony GKŻ Wybrzeże zaczynał starty w najniższej lidze z czystym kontem i krok po kroku odbudowywał się. Po raz kolejny przyjdzie mu w nadchodzącym sezonie rywalizować w Ekstralidze. W 2006 roku pojawił się jednak problem co zrobić z wolnym miejscem po gdańszczanach. Ostatecznie późne zaproszenie do elity przyjął zespół RKM-u Rybnik. Rybniczanie nie mieli już szans na zbudowanie solidnego składu i z zaledwie jednym zwycięstwem w dwudziestu spotkaniach z hukiem spadli do niższej klasy rozgrywkowej. Pamiętając o tym przypadku wielu powątpiewa w możliwość nie przyznania licencji którejś z ekstraligowych ekip. No bo kto miałby taką drużynę zastąpić?
W pierwszym momencie wydawało się, że niespodzianki nie będzie. Nikt nie został relegowany, jednak GKSŻ podjęła bezprecedensową decyzję o karach. Aż pięć ekip, w tym trzy ekstraligowe, otrzymały ujemne punkty, z którymi zaczną najbliższe rozgrywki. Natychmiast rozległo się larum - no bo jak to, przecież to wbrew idei sportu, przecież nigdzie nic o karach nie ma mowy, itp. Moim zdaniem decyzja jest dobra. Potrzebne było w końcu mocne uderzenie pięścią w stół. Do tej pory kluby niewiele sobie robiły z przepisów licencyjnych - wiadome było, że wystarczy przedstawić jakieś ugody, zaświadczenia i licencja będzie. Nie muszę dodawać, że było to niesprawiedliwe w stosunku do tych, co starali się wszystko regulować na bieżąco. Teraz w końcu jest przestroga.
Oczywistym jest, że ujemne punkty zmniejszają szanse Włókniarza czy Sparty na bezpieczne miejsce w ósemce, a Unii Tarnów na awans do fazy play-off. Daleki jednak byłbym od argumentów, że to wbrew idei sportu. Przecież niepłacenie zawodnikom pieniędzy, które uczciwie zarobili na torze i które z racji kontraktu im się należą, jest wbrew prawu czy etyce, więc jak ma się do tego rozpaczliwe teraz wołanie o poszanowanie zasady fair-play? Inną sprawą jest brak odpowiednich przepisów w regulaminach o karach. Zgadzam się, że takie zapisy powinny się jak najszybciej pojawić, aby nie było już więcej wątpliwości, czy lamentów o niesprawiedliwości. Znane są jednak przypadki karania bez podstaw prawnych. Z taką sytuacją spotkaliśmy się w przypadku korupcji w piłce nożnej. Nie tylko w polskim bagienku, ale też we Włoszech. Tam z powodu ujemnych punktów czy relegacji, o której w przepisach nie było mowy, nikt lamentu nie podnosił (poza osobami związanymi z zainteresowanymi klubami). Czasami po prostu sytuacja zmusza do podjęcia radykalnych kroków. Dobrze, że GKSŻ takie podjęła. Może w końcu prezesi pójdą po rozum do głowy i nie będą więcej szastać pieniędzmi, których nie mają. Powinni być wdzięczni, że skończyło się na ujemnych punktach, a nie, zgodnie z regulaminem, na degradacji.
Do tej pory przyznania licencji odmówiono jedynie zespołowi Wybrzeża Gdańsk przed sezonem 2006. Tajemnicą poliszynela jednak jest, że wielu osobom zależało na upadku GKS-u, gdzie bardzo niezdrową sytuację wprowadzili Henryk Majewski i Marek Formela. Ostatecznie decyzja odmowna przysłużyła się nadmorskiemu zespołowi. Nowo utworzony GKŻ Wybrzeże zaczynał starty w najniższej lidze z czystym kontem i krok po kroku odbudowywał się. Po raz kolejny przyjdzie mu w nadchodzącym sezonie rywalizować w Ekstralidze. W 2006 roku pojawił się jednak problem co zrobić z wolnym miejscem po gdańszczanach. Ostatecznie późne zaproszenie do elity przyjął zespół RKM-u Rybnik. Rybniczanie nie mieli już szans na zbudowanie solidnego składu i z zaledwie jednym zwycięstwem w dwudziestu spotkaniach z hukiem spadli do niższej klasy rozgrywkowej. Pamiętając o tym przypadku wielu powątpiewa w możliwość nie przyznania licencji którejś z ekstraligowych ekip. No bo kto miałby taką drużynę zastąpić?
W pierwszym momencie wydawało się, że niespodzianki nie będzie. Nikt nie został relegowany, jednak GKSŻ podjęła bezprecedensową decyzję o karach. Aż pięć ekip, w tym trzy ekstraligowe, otrzymały ujemne punkty, z którymi zaczną najbliższe rozgrywki. Natychmiast rozległo się larum - no bo jak to, przecież to wbrew idei sportu, przecież nigdzie nic o karach nie ma mowy, itp. Moim zdaniem decyzja jest dobra. Potrzebne było w końcu mocne uderzenie pięścią w stół. Do tej pory kluby niewiele sobie robiły z przepisów licencyjnych - wiadome było, że wystarczy przedstawić jakieś ugody, zaświadczenia i licencja będzie. Nie muszę dodawać, że było to niesprawiedliwe w stosunku do tych, co starali się wszystko regulować na bieżąco. Teraz w końcu jest przestroga.
Oczywistym jest, że ujemne punkty zmniejszają szanse Włókniarza czy Sparty na bezpieczne miejsce w ósemce, a Unii Tarnów na awans do fazy play-off. Daleki jednak byłbym od argumentów, że to wbrew idei sportu. Przecież niepłacenie zawodnikom pieniędzy, które uczciwie zarobili na torze i które z racji kontraktu im się należą, jest wbrew prawu czy etyce, więc jak ma się do tego rozpaczliwe teraz wołanie o poszanowanie zasady fair-play? Inną sprawą jest brak odpowiednich przepisów w regulaminach o karach. Zgadzam się, że takie zapisy powinny się jak najszybciej pojawić, aby nie było już więcej wątpliwości, czy lamentów o niesprawiedliwości. Znane są jednak przypadki karania bez podstaw prawnych. Z taką sytuacją spotkaliśmy się w przypadku korupcji w piłce nożnej. Nie tylko w polskim bagienku, ale też we Włoszech. Tam z powodu ujemnych punktów czy relegacji, o której w przepisach nie było mowy, nikt lamentu nie podnosił (poza osobami związanymi z zainteresowanymi klubami). Czasami po prostu sytuacja zmusza do podjęcia radykalnych kroków. Dobrze, że GKSŻ takie podjęła. Może w końcu prezesi pójdą po rozum do głowy i nie będą więcej szastać pieniędzmi, których nie mają. Powinni być wdzięczni, że skończyło się na ujemnych punktach, a nie, zgodnie z regulaminem, na degradacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz