czwartek, 2 kwietnia 2020

Dzienniki motocyklowe (8): Żużlowy przekładaniec - czyli kto zagrożenie lekceważy, a kto o nim myśli poważnie

Wszyscy są już zmęczeni tym tematem. Powoli boimy się otworzyć lodówkę, żeby nie wyskoczył z niej koronawirus. Oczywiście oby tylko w przenośni, a nie dosłownie. Koronawirus dokonał już znacznego spustoszenia w ludzkich organizmach jak i w kalendarzach sportowych. Praktycznie cały sport zamarł, został wstrzymany na cały miesiąc, jak nie dłużej. Spośród bardziej odległych imprez przełożono już piłkarskie Euro na kolejny rok. Póki co w temacie igrzysk olimpijskich cisza. Japończycy zapewniają, że do tego czasu sytuacja się uspokoi. Oby. W Chinach temat już opanowali. W ostatnich dniach przybywa po kilkudziesięciu zarażonych, wyleczonych już jest jednak około tysiąca dziennie. Z kolei we Włoszech jest coraz gorzej. Wojskowe konwoje wywożą zmarłych. W jakim kierunku pójdzie to w Polsce? Patrząc na przebieg infekcji w innych krajach, my się dopiero rozpędzamy. Szczyt przypadnie za jakieś dwa tygodnie.

W tej sytuacji dobrą decyzją było przesunięcie pierwszych dwóch kolejek Ekstraligi oraz inauguracji niższych lig. To i tak pewnie okaże się za mało. Podejrzewam, że również w maju możemy zapomnieć o ściganiu. A może jeszcze i w czerwcu? Tu i ówdzie w mediach padają informacje, że zdążylibyśmy z sezonem nawet gdyby ten miał ruszyć w sierpniu. To prawda, zimy ostatnio nie ma. Listopad bywa chłodny, najwyżej kibice ubiorą ciepłe kurtki. Pamiętam październikowy finał Złotego Kasku w Bydgoszczy w 2002 roku. Całe podium dla zawodników miejscowej Polonii - bracia Gollbowie przed Piotrem Protasiewiczem. Zimno było tak przenikliwe, że zgrabiałe ręce wyciągałem z kieszeni tylko na chwilę, by chwycić w dłoń długopis i zanotować wyniki. Przeżyłem. Liga w październiku kiedyś była czymś oczywistym. Dawniej nawet zahaczała o listopad. A pamięta ktoś Turniej Gwiazdkowy w Pile? Albo Sylwestrowy zorganizowany przez Władysława Golloba w Warszawie? Na torze Gwardii, do którego obecnie nikt się nie chce przyznać, ale też nikt nie chce oddać we władanie komuś innemu. Patowa sytuacja w tej stolicy. Bez toru nie ma co myśleć o reaktywacji.

Ale wróćmy do koronawirusa. Ponownie. Liga ligą, ale co z cyklem Grand Prix? Jorge Viegas, prezydent FIM, też stwierdził, że jakby co to można rozgrywać imprezy motocyklowe aż do grudnia. W przypadku żużla nie byłbym jednak tego taki pewien. Grudzień w Szwecji? W Danii? W Wielkiej Brytanii? Będzie to wymagało ogromnej organizacyjnej gimnastyki. Terminów na wielkich stadionach będzie brak. Prezes PZM Michał Sikora w kontekście rozmowy o Grand Prix w Warszawie mówił, że o pozwolenie na organizację takiej imprezy trzeba ubiegać się co najmniej 30 dni wcześniej. Nie zazdroszczę działaczom.

Nie tylko jednak tym z PZM czy FIM, ale też działaczom klubowym. W związku z epidemiologicznym zagrożeniem mocno ucierpi gospodarka. Samorządy będą miały ważniejsze cele i obowiązki niż finansować zawodowy żużel. Zagranicznych zawodowców podróżujących po Europie. Zdecydowanie ważniejsi będą lokalni przedsiębiorcy jak i zwykli mieszkańcy. Rząd zaproponował co prawda "tarczę antykryzysową" lecz wygląda to bardziej na przerzucanie pieniędzy z kieszeni do kieszeni niż na faktyczne udogodnienia, jakimi byłoby obniżenie ZUS czy VAT, aby pracodawcom zostało więcej pieniędzy dla pracownika. Ale nie miejsce tu na dyskusje o polityce. W każdym razie niektóre samorządy już przycinają obiecane dotacje, w tym np. w Gorzowie. Prezes Stali, Marek Grzyb, już podnosi larum. SE i GKSŻ będą miały ciężki orzech do zgryzienia. Kontrakty z żużlowcami trzeba będzie prawdopodobnie renegocjować. Czy kluby w tej materii będą zdane jedynie same na siebie, czy centrala przyjdzie z odsieczą? Z pewnością na takie decyzje mamy jeszcze trochę czasu, ale nie wątpię, że panowie Stępniewski czy Szymański już o tym myślą.

Zresztą każdy kto jest świadom obecnej sytuacji, myśli o jej konsekwencjach. Choć nie brakuje w tej materii ignorantów. Jak wszędzie tak i w żużlu znajdują się tacy co lekceważą zagrożenie. Są w tej grupie Duńczycy Patrik Hansen czy Nicolai Klindt. Prezes Ostrovii, Radosław Strzelczyk, ma nadzieję że Klindt zmieni nastawienie. Zmienił je Daniel Bewley, który po niefortunnym wpisie na temat koronawirusa zdążył zamieścić już sprostowanie. Ponoć niefortunnie dobrał słowa. Zresztą Brytyjczycy długo ignorowali zagrożenie. Przy ponad stu ofiarach śmiertelnych dopiero niedawno postanowili zamknąć szkoły. Premiership w końcu też została zawieszona. Póki co do 15 kwietnia, choć Ipswich Witches, z trzykrotnym mistrzem świata Jasonem Crumpem na pokładzie zostało zaprezentowane. Czarownicom na wyjazd na tor pozostanie jednak jeszcze poczekać. Jak i reszcie świata. Oby jak najkrócej!

Tygodnik Żużlowy 13/2020

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz