Koronawirus na głowie mi wyrósł - taka prześmiewcza piosenka stała się ostatnio hitem internetu. Z samym koronawirusem nie ma jednak żartów. Zbiera on pokaźne żniwo nie tylko w Chinach, ale również w wielu europejskich krajach. Przypadek śmiertelny mamy już w Polsce, kolejne restrykcje i izolacje wprowadza polski rząd. Coraz większa liczba zakażonych wymusiła na wielorakich organizacjach podjęcie drastycznych kroków. Dotknęły one zwłaszcza świat sportu, w tym piłki nożnej. Niektóre ligi zostały zawieszone. Kilka spotkań europejskich pucharów odbyło się bez udziału publiczności, ostatecznie rozgrywki zostały również zawieszone.
Problem ten powoli zaczyna dotykać także żużla. We wtorek 10. marca premier Morawiecki podjął decyzję o odwołaniu wszystkich imprez masowych. Przy czym wojewodowie mogą ewentualnie zezwolić na imprezę bez udziału publiczności. Jak wiemy budżety klubów żużlowych są w ogromnej mierze uszyte z zysków z biletów, ta druga opcja więc raczej nie wchodzi w grę. Z tego powodu odwołano (przesunięto) już kilka imprez: mecz Polska - Australia w Toruniu, Memoriał Edwarda Jancarza w Gorzowie, Super Mecz Polonia - Unia w Bydgoszczy czy kilka innych. A to dopiero początek. W środę 11. marca GKSŻ opublikowała komunikat, w którym nie wyraża zgody na organizację zawodów treningowych (sparingów) do dnia 1 kwietnia. Dzień później wraz z PZM podjęto decyzję o takim zakazie aż do odwołania.
Wszyscy zastanawiają się co z inauguracją ligi. Z żużlem nie jest w tym wypadku jeszcze tak źle. O wiele większy ból głowy mają zarządzający rozgrywkami piłkarskimi. Tam sezon jest w pełni, a właściwie nawet wkracza w decydującą fazę. Liga Mistrzów weszła już w fazę pucharową, rozgrywki lig krajowych już dawno przekroczyły półmetek. Przesunąć spotkania? Ze względu na Euro nie ma na kiedy. Wstrzymać rozgrywki i zatwierdzić obecne wyniki? Spotka się to z falą protestów - niektórzy jeszcze mają matematyczne szanse na tytuły. Anulować całe rozgrywki? Też nie wchodzi w grę - w przypadku Liverpoolu sezon, w którym ich dominacja w lidze jest największa w historii musiałby zostać wymazany... Coraz częściej mówi się więc o przesunięciu europejskiego czempionatu na rok 2021.
W żużlu rozgrywki jeszcze się nie zaczęły - inauguracja PGE Ekstraligi zaplanowana jest na trzeciego kwietnia. Wystarczy przełożyć jedynie trzy kolejki, aby mieć spokój aż do maja. Do tego czasu sytuacja powinna się wyklarować. Zaległe mecze można rozegrać w przerwie wakacyjnej. Trzeba je tam co prawda nieco dopchnąć kolanem, ale to nie powinno być dużym problemem. W przypadku dłużej przerwy może w końcu doczekamy się ligi, w której każdy mecz jest ważny i nie ma żadnych kalkulacji - czyli ligi bez play-off? Byłbym z takiego obrotu spraw bardzo zadowolony. Za dużo mamy odpuszczania w ostatnich kolejkach, ustawiania sobie rywali na decydującą fazę sezonu i tym podobnych. W przypadku ligi składającej się tylko z rundy zasadniczej, każdy mecz byłby istotny. Nie ważne czy na początku sezonu, czy na końcu. Czy z rywalem z góry tabeli, czy z tym broniącym się przed spadkiem. Nie byłoby odpuszczania.
Do tego chyba jednak nie dojdzie. Play-offy przyciągają tłumy kibiców - zarówno na stadiony jak i przed telewizory. Kluby nie pozwolą sobie na odpuszczenie takiego zastrzyku finansowego. Będzie więc upychanie terminarza. Ciekawe czy sytuacja ustabilizuje się do czasu startu cyklu Grand Prix? Pierwszą rundę zaplanowano na 16. maja w Warszawie. O ile przekładanie ligi nie jest problemem, o tyle rozgrywek o Indywidualne Mistrzostwo Świata już tak. Co prawda prezes PZM Michał Sikora powiedział, że nie wyobraża sobie scenariusza, w którym Grand Prix w Warszawie nie odbędzie się w wyznaczonym terminie, ale przecież wszystko jest zależne od tego jak rozwinie się sytuacja. Na razie rokowania chyba jednak nie są optymistyczne.
Na dzisiaj trudno przewidzieć jak to się zakończy. Na najbliższy tydzień prezes Speedway Ekstraligi Wojciech Stępniewski zaplanował konsultacje online z prezesami klubów. Na podobny ruch zdecydował się przewodniczący GSKŻ Piotr Szymański. Ponoć w grze są cztery warianty. Jakie? Tego na razie nikt nie chce zdradzić. Zapewne jest to przesunięcie pierwszych kolejek, anulowanie play-off'ów lub odwołanie całych rozgrywek. Miejmy nadzieję, że do tego ostatniego nie dojdzie, aczkolwiek wiadomo że najważniejsze jest zdrowie ludzi. Kibiców, ale i też sportowców - w ostatnich dniach koronawirusa zdiagnozowano u piłkarzy czy koszykarzy. W tęsknocie za nadchodzącym sezonem możemy jedynie obserwować poprzez social media filmiki żużlowców trenujących za granicą. Chociaż już i tych coraz mniej, w innych krajach również wprowadzają obostrzenia. Pozostaje więc nam tylko uruchomić stare retransmisje, albo poczytać książki o historii żużla. Na dopisanie do nich kolejnych rozdziałów przyjdzie jeszcze trochę poczekać.
Tygodnik Żużlowy 12/2020
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz