wtorek, 24 marca 2020

Nic o nas bez nas

Wygląda na to, że włodarze miast w których obecny jest żużel powiedzieli w końcu dość. W wywiadzie opublikowanym w Tygodniku Żużlowym, prezydent miasta Leszna, Łukasz Borowiak, oznajamia że na ostatniej prostej jest utworzenie stowarzyszenia samorządowego żużlowych miast. Prezydentom coraz mniej odpowiadają wymagania stawiane przez Speedway Ekstraligę.

Właściwie nie ma co się temu dziwić. Polska liga uchodzi za najsilniejszą na świecie, zarobki tu są kilkukrotnie większe niż w innych krajach. Problem w tym, że jest to zasługa samorządów. Kilkumilionowe miejskie dotacje na kluby żużlowe nie są już niczym dziwnym. Stanowią one ich znaczny procent budżetów. Stąd i zarobki zawodników większe. Za granicą samorządy w takim stopniu nie dofinansowują żużla, większość leży na barkach sponsorów i właścicieli. Nie ma co się dziwić, że stawki i wynagrodzenie są tam mniejsze.

Problemem są wygórowane wymagania jakie Speedway Ekstraliga stawia w kontekście stadionów. Rok po roku samorządy postawione są w sytuacji bez wyjścia. Stadiony są zazwyczaj własnością miejską, to na włodarzach miast spoczywa obowiązek ich utrzymywania oraz rozbudowy. Z każdym kolejnym sezonem Speedway Ekstraliga narzuca kolejne wymagania, które należy spełnić. W przypadku ich nie spełnienia klub żużlowy może nie otrzymać licencji na kolejny sezon. Jest to groźba poważna, więc miasta są w sytuacji bez wyjścia. Nikt nie może sobie pozwolić na zaniedbania w tej materii i złość kibiców, którzy są potencjalnymi wyborcami.

A budżety nie są z gumy. Miasta mają też inne potrzeby. Dlatego prezydent Borowiak chce, aby włodarze SE przed wyśrubowaniem kolejnych wymagań konsultowały się z samorządami, aby wspólnie ustalić co należy zrobić na stadionach. O ile oglądanie zawodów w komfortowych warunkach jest istotne, o tyle wysokie wymagania dziwią jeśli się spojrzy za granicę. Tam czasami nawet imprezy z cyklu Grand Prix odbywają się na stadionach z wałami trawiastymi zamiast trybun i z bardzo nikłą infrastrukturą. I nikt nie widzi w tym problemu. W Polsce za to śrubuje się wymagania, może nawet zbyt mocno, a ich koszta zrzuca na samorządy. Wspomniany dialog wydaje się więc słusznym rozwiązaniem. Z perspektywy SE i klubów żużlowych łatwo wydaje się nie swoje pieniądze i zrzuca problem na kogoś innego. Nie dziwi więc, że w końcu pojawił się jakiś sprzeciw.

Nie chodzi tu o robienie komukolwiek pod górkę, ale o wzięcie pod uwagę głosu tych, którzy muszą te pieniądze wydać. Samorządowcy chcą mieć większy wpływ na to jakie wymagania stawia SE w zakresie infrastruktury, stąd powołanie stowarzyszenia. Wspólny głos ma większą siłę przebicia. Miasta liczą na to, że będą partnerem z którym SE będzie się liczyć. W końcu slogan „Najlepsza żużlowa liga świata” bez wsparcia miejskich pieniędzy nie byłby prawdziwy…

Tygodnik Żużlowy 12/2020

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz